...jestem już we Francji. Tak dokładniej, to od 8 lipca. Ale może od początku. Wymyśliłam sobie, że do Cannes pojadę autobusem. O zgrozo! Przekonałam się, że 30 godzin jazdy tym środkiem transportu jest ponad moje siły. Ale, ale... Ja przecież jeszcze muszę wrócić! Czeka mnie kolejna 30-godzinna podróż, tym razem powrotna, pod koniec sierpnia. Odbiegłam trochę od tematu, przepraszam. Przyjechałam do Cannes, a na miejscu okazało się, że hostka nie może po mnie przyjechać, bo ma gości i wyśle po mnie taksówkę. No to ja sobie czekam i czekam. Czekałam jakieś pół godziny na nabrzeżu, aż taksówka przyjechała. Udało mi się porozmawiać z taksówkarzem po francusku! Pierwszy sukces! Pan Taksówkarz pokazał mi Cannes, te wszystkie hotele, i główną promenadę, a potem dotarliśmy do mojej wioski. Tam zostałam przywitana przez wszystkich domowników, zarówno jak i gości. Poznałam dziewczynki, które na początku były nieco zawstydzone, jednak później się rozkręciły i zaczęły opowiadać mi historię swojego życia, jednocześnie zadając pytania na temat mojego. Dziewczynki uczą się od roku w angielskiej szkole w Londynie, tam też mieszkają, a na wakacje przyjeżdżają na Lazurowe Wybrzeże. Mówią bardzo dobrze po francusku, w końcu to ich język ojczysty, a po angielsku na porównywalnym poziomie. Rok w Londynie zrobił swoje!
Jako że przyjechałam wieczorem i byłam bardzo zmęczona po podróży, od razu się rozpakowałam, wzięłam prysznic i poszłam spać. Następnego dnia rodzinka dała mi cały dzień wolny na odpoczynek i zostawili mnie samą w domu jadąc gdzieś ze swoimi gośćmi. Nie zmarnowałam tego czasu, o nie! Wykorzystałam go na pływanie w basenie i opalanie się :) A następnego dnia, hostka zaczęła wprowadzać mnie w moje obowiązki, ale to temat na następy post. Napiszę też niedługo o moich dotychczasowych wypadkach, bo trochę ich było w przeciągu tych 3 tygodni od kiedy tu jestem.