Oto tytuł jednej z piosenek, której uczyłyśmy się dzisiaj razem z S. na zajęciach ze śpiewania piosenek po francusku. Miałam wydrukowane teksty piosenek, ale co z tego, jak pani prowadząca bardzo szybko śpiewała piosenki razem z pokazywaniem i nie mogłam się skupić ani na śpiewaniu, ani na pokazywaniu, a co dopiero na czytaniu tekstu z kartki. Zajęcia odbywają się w każdy wtorek w małej bibliotece dla dzieci, w której jest pełno książek w różnych językach. Są nawet książki po polsku! Czyli Brzechwa i inni.
Hitem ostatnich dni jest robienie razem z dziećmi domku z krzeseł nakrytych kocem i bawienie się w nim (czyt. dzika impreza). Jak na razie trwa to już dwa dni, nie mam pojęcia jak długo jeszcze im się to nie znudzi. Kolejnym hitem jest moja cudowna parasolka z Rossmanna. Taka automatyczna, biała w kolorowe groszki. A. ma teraz tak wiele radości, kiedy pozwalam mu bawić się moją parasolką. Niestety, ale czasami zdarza się, że potrafią się o nią pobić, i wtedy muszę wkroczyć do akcji, czego nie lubię. Wolałabym przecież, gdyby bawiły się ładnie ze sobą bez żadnych przepychanej i krzyków. Ale cóż poradzę? Takie są dzieci.
Poszłam dzisiaj do banku, aby otworzyć konto bankowe. I tu zaczęły się schody. Myślałam, że wzorem banków w Polsce, pójdę i będę miała założone konto od ręki, a tu klops. Miły pan bankier powiedział mi, że aby założyć konto, najpierw muszę umówić się na spotkanie z przedstawicielem banku. No dobra, przeżyję to. Pytam się więc szanownego pana bankiera, czy w tym tygodniu mogę mieć już umówione spotkanie, a on na to, że najwcześniejszy termin to następny poniedziałek. Dowiedziałam się, jakie dokumenty muszę przynieść ze sobą, żeby otworzyć konto i na tym skończyła się moja pierwsza wizyta w luksemburskim banku. Zapomniałam dodać, do czego potrzebne mi luksemburskie konto. Chociażby do tego, że gdybym chciała wykupić sobie roczny bilet na autobusy w mieście, to jedyne konto jakie firma autobusowa akceptuje to luksemburskie. Tak ogólnie, jak powiedziała mi host mama, bez konta luksemburskiego nie załatwi się niczego.
Mój kurs francuskiego prawdopodobnie wystartuje za tydzień, jako że jeszcze nie byłam na wywiadzie językowym. Mam go mieć dopiero w następny wtorek.
Napisałabym coś więcej, ale spać mi się chce. Dobranoc.
wtorek, 30 września 2014
czwartek, 25 września 2014
Hello Lux!
Dotarłam do Luksemburga w jednym kawałku. Samolot nie spadł na ziemię, nie rozleciał się w powietrzu, a człowiek o arabskich rysach twarzy nie odpalił bomby. To były moje najgorsze obawy towarzyszące mi podczas lotu, ale dawno nie leciałam samolotem, więc miałam prawo do lekkiej paranoi. Wylądowałam w Brukseli a potem jechałam autobusem przez Belgię aż do Luksemburga. Kiedy wysiadłam na przystanku, musiałam chwilę poczekać na hostkę i dzieci, ponieważ zaparkowali samochód kawałek dalej. Dostałam od nich bukiet pomarańczowych róż wybrany przez młodszą dziewczynkę i transparent z napisem: "Witamy w Luksemburgu, Basia", oczywiście napisany po angielsku. Całą drogę na parking pokonałam z starszym chłopcem uczepionym mojej ręki. Mała była taka dumna z siebie, że to ona wybrała dla mnie kolor róż, bo pomarańczowy to jej ulubiony kolor. Powtarzała to przez całą drogę do domu.
Gdy dotarliśmy do domu, to zostałam oprowadzona po wszystkich jego zakamarkach. Potem dzieci miały podwieczorek, a ja w tym czasie piłam kawę. Następnie zagraliśmy w grę planszową, w której można było wylosować kartę z zadaniem do wykonania typu 'policz do pięciu' lub 'podskocz trzy razy'. Kiedy A. wylosował 'przytul przyjaciela' od razu wybrał mnie :D I było tak parę razy, bo zawsze zdarzało mu się wylosować to samo. Potem pomogłam przy kąpieli i kładzeniu dzieci do łóżka. Przeczytałam im bajkę na dobranoc, wyszłyśmy z pokoju i zamknęłyśmy drzwi. Kiedy ojciec dzieci wrócił z pracy, zjedliśmy we trójkę kolację i porozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. A potem poszłam się rozpakować i ogarnąć moje rzeczy. I tak minął dzień pierwszy :)
Gdy dotarliśmy do domu, to zostałam oprowadzona po wszystkich jego zakamarkach. Potem dzieci miały podwieczorek, a ja w tym czasie piłam kawę. Następnie zagraliśmy w grę planszową, w której można było wylosować kartę z zadaniem do wykonania typu 'policz do pięciu' lub 'podskocz trzy razy'. Kiedy A. wylosował 'przytul przyjaciela' od razu wybrał mnie :D I było tak parę razy, bo zawsze zdarzało mu się wylosować to samo. Potem pomogłam przy kąpieli i kładzeniu dzieci do łóżka. Przeczytałam im bajkę na dobranoc, wyszłyśmy z pokoju i zamknęłyśmy drzwi. Kiedy ojciec dzieci wrócił z pracy, zjedliśmy we trójkę kolację i porozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. A potem poszłam się rozpakować i ogarnąć moje rzeczy. I tak minął dzień pierwszy :)
Teraz korzystam z wolnego przedpołudnia i odpoczywam po podróży. Wybieramy się dzisiaj po południu do jakiegoś parku, podobno bardzo fajnego, ze zwierzętami :) Napiszę następną notkę później :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)