Pierwsze miejsce do ktorego udalam sie zaraz po moim przyjezdzie do stolicy Francji to wieza Montparnasse. Podrozowalam metrem z Gare l'Est, wiec przez caly czas bylam pod ziemia. Kiedy w koncu wyszlam na powierzchnie i udalam sie na sam szczyt wiezy w niecale 38 sekund (oczywiscie w windzie), przytloczyl mnie ogrom Paryza. To co zobaczylam z tarasu widokowego na Montparnasse nie mialo konca. Niewazne w ktorym kierunku sie patrzylam, miasto zdawalo sie byc jak niekonczaca sie historia.
![]() |
| Neverending Story |
Nastepnie wybralam sie pod katedre Notre Dame, gdzie bylo mnostwo ludzi, szczegolnie Azjatow robiacych sobie selfie telefonami na specjalnym statywie trzymanym w rece. Wyniesli oni robienie selfie na zdecydowanie wyzszy poziom. Przeciez zawsze lepiej jest poprosic kogos o pomoc, no nie? Niedaleko Notre Dame znalazlam most caly obwieszony klodkami, ale z pewnoscia nie byl to slynny Pont des Arts, poniewaz mapa powiedziala mi cos innego (albo jestem zupelnie lewa w czytaniu mapy).
![]() |
| Katedra Notre Dame |
![]() |
| Sesja zdjeciowa pod Notre Dame |
Widzialam wieczorem wieze Eiffela z bliska, jednak na nia nie wjechalam, wystarczyla mi w zupelnosci wizyta na Montparnasse.
Kolejnego dnia udalam sie do Luwru i spedzilam tam az 4 godziny, jednak pomimo tak duzej ilosci poswieconego czasu nie udalo mi sie zobaczyc wszystkiego. Dlaczego? Dlatego, ze Luwr jest ogromny! A poza tym po ok. 2 godzinach zaczely bolec mnie nogi i plecy, wiec potrzebowalam czestych przerw na kanapie. Potem stwierdzilam, ze i tak nie uda mi sie zobaczyc wszystkiego, wiec postawilam na Mona Lise i Wenus z Milo (i tu znowu Azjaci robiacy selfie), a potem ewakuowalam sie z muzeum. Przespacerowalam sie po Polach Elizejskich az pod sam Luk Triumfalny i z powrotem na Plac Concorde. To byl bardzo dlugi spacer. Odwiedzilam takze wzgorze Montmartre i znajdujaca sie na nim bazylike Sacre Coeur.
![]() |
| Szalenstwo przy Mona Lisie |
![]() |
| Sacre Coeur |
Paryz dostarczyl mi mnostwa wrazen podczas mojej 3-dniowej wizyty. Zaczynajac od artystow malujacych na ulicach oraz muzykow grajacych w metrze i na Sacre Coeur, poprzez cinkciarzy probujacych opchnac kradzione zegarki i telefony, konczac na nocnym zyciu Paryza. Ostatni dzien w Paryzu przyniosl mi niespodziewany skok adrenaliny: z powodu zepsutego automatu biletowego na stacji pod Paryzem, musialam przeskoczyc przez bramki i jechac bez biletu RERem. Na szczescie nie bylam sama i moja kolezanka pomogla mi wydostac sie z dworca (przejsc przez bramki) przy pomocy jej biletu.
Moglabym jeszcze tak pisac i pisac bez konca, bo bardzo ciezko jest opisac miasto, ktore sie nie konczy, ale mysle, ze juz na mnie czas. Do nastepnego razu!




