poniedziałek, 3 listopada 2014

C'est la vie... à Paris!

Korzystajac z mojego pierwszego wolnego weekendu, wybralam sie do Paryza aby odwiedzic kolezanke. Jako srodek transportu wybralam superszybki TGV. Ze wzgledu na wysokie ceny biletow musialam troche pokombinowac i mialam jedna przesiadke w Metz. Co najwazniejsze, spelnilam moje marzenie o jezdzie w pociagu TGV i jestem z tego faktu bardzo zadowolona. Razem z przesiadka cala trasa zajela mi jakies 3 godziny, co jest calkiem dobrym wynikiem.

Pierwsze miejsce do ktorego udalam sie zaraz po moim przyjezdzie do stolicy Francji to wieza Montparnasse. Podrozowalam metrem z Gare l'Est, wiec przez caly czas bylam pod ziemia. Kiedy w koncu wyszlam na powierzchnie i udalam sie na sam szczyt wiezy w niecale 38 sekund (oczywiscie w windzie), przytloczyl mnie ogrom Paryza. To co zobaczylam z tarasu widokowego na Montparnasse nie mialo konca. Niewazne w ktorym kierunku sie patrzylam, miasto zdawalo sie byc jak niekonczaca sie historia.

Neverending Story

Nastepnie wybralam sie pod katedre Notre Dame, gdzie bylo mnostwo ludzi, szczegolnie Azjatow robiacych sobie selfie telefonami na specjalnym statywie trzymanym w rece. Wyniesli oni robienie selfie na zdecydowanie wyzszy poziom. Przeciez zawsze lepiej jest poprosic kogos o pomoc, no nie? Niedaleko Notre Dame znalazlam most caly obwieszony klodkami, ale z pewnoscia nie byl to slynny Pont des Arts, poniewaz mapa powiedziala mi cos innego (albo jestem zupelnie lewa w czytaniu mapy).

Katedra Notre Dame

Sesja zdjeciowa pod Notre Dame


Widzialam wieczorem wieze Eiffela z bliska, jednak na nia nie wjechalam, wystarczyla mi w zupelnosci wizyta na Montparnasse.


Kolejnego dnia udalam sie do Luwru i spedzilam tam az 4 godziny, jednak pomimo tak duzej ilosci poswieconego czasu nie udalo mi sie zobaczyc wszystkiego. Dlaczego? Dlatego, ze Luwr jest ogromny! A poza tym po ok. 2 godzinach zaczely bolec mnie nogi i plecy, wiec potrzebowalam czestych przerw na kanapie. Potem stwierdzilam, ze i tak nie uda mi sie zobaczyc wszystkiego, wiec postawilam na Mona Lise i Wenus z Milo (i tu znowu Azjaci robiacy selfie), a potem ewakuowalam sie z muzeum. Przespacerowalam sie po Polach Elizejskich az pod sam Luk Triumfalny i z powrotem na Plac Concorde. To byl bardzo dlugi spacer. Odwiedzilam takze wzgorze Montmartre i znajdujaca sie na nim bazylike Sacre Coeur.

Szalenstwo przy Mona Lisie

Sacre Coeur

Paryz dostarczyl mi mnostwa wrazen podczas mojej 3-dniowej wizyty. Zaczynajac od artystow malujacych na ulicach oraz muzykow grajacych w metrze i na Sacre Coeur, poprzez cinkciarzy probujacych opchnac kradzione zegarki i telefony, konczac na nocnym zyciu Paryza. Ostatni dzien w Paryzu przyniosl mi niespodziewany skok adrenaliny: z powodu zepsutego automatu biletowego na stacji pod Paryzem, musialam przeskoczyc przez bramki i jechac bez biletu RERem. Na szczescie nie bylam sama i moja kolezanka pomogla mi wydostac sie z dworca (przejsc przez bramki) przy pomocy jej biletu.

Moglabym jeszcze tak pisac i pisac bez konca, bo bardzo ciezko jest opisac miasto, ktore sie nie konczy, ale mysle, ze juz na mnie czas. Do nastepnego razu!