poniedziałek, 9 listopada 2015

(nie)Winne wakacje

Nadganiam notki powoli, bo wiem, że niewiele czasu mi już zostało w Luksemburgu. Jeszcze tylko dokładnie miesiąc i moja przygoda z aupairowaniem skończy się na zawsze. Serio. Rok w Luksemburgu plus wcześniejsze 6 tygodni we Francji jest dla mnie wystarczający jak na zajmowanie się dzieciakami. EDIT: Już jestem w Polsce, a tego posta miałam w wersji roboczej. Powoli wychodzę ze stanu chronicznej prokrastynacji, więc pomyślałam, że zacznę od zaktualizowania mojego bloga.

Colmar
Alzacja oraz niemiecka część doliny Mozeli były naszymi wakacyjnymi destynacjami tego lata. Zacznę od Alzacji. Takie podstawowe info, Alzacja to region rozpięty pomiedzy Francją a Niemcami. Oczywiście obydwa te regiony są słynne z produkcji wina. Zwiedziłam dwa miasta w Alzacji. W Colmar mieszkaliśmy, jest to bardzo ładne miasteczko. Jest tam pełno małych knajpek, restauracji i barów. Na uwagę zasługuje tzw. Mała Wenecja, czyli dzielnica miasta poprzecinana kanałami. Przypominało mi to trochę klimatem Brugię w Belgii, brakowało tylko łabędzi. Wszędzie pływające łódki z turystami i jak już wcześniej wspomniałam knajpki z ogródkami piwnymi (a może winnymi?) pełnymi turystów. Muszę jeszcze wspomnieć, że kiedy wjeżdżaliśmy do Colmaru, widzieliśmy miniaturową Statuę Wolności. Okazało się, że Colmar był miejscem narodzin francuskiego rzeźbiarza Auguste Bartholdiego, autora oryginalnej Statui. 

Mała Wenecja w Colmar
Korzystając z wolnego dnia, wybrałam się do Strasbourga pociągiem. Tam też całkiem sporo kanałów i łodzi oraz turystów. Ale na co ja narzekam? Przecież sama byłam jedną z nich. Wizyta w Strasbourgu była też okazją do spotkania się z moim tzw. penpalem. W końcu po około sześciu latach internetowej przyjaźni miałam możliwość spotkać tą osobę na żywo. Czy się bałam? Oczywiście, że się bałam, nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie i takie tam. Ale postanowiłam podjąć to ryzyko i się z nim spotkać. I nie zawiodłam się, i nic mi się nie złego nie stało. Spędziliśmy czas na zwiedzaniu centrum Strasbourga, wizycie w Macu, kupowaniu pamiątek, rozmowach i próbach nauczenia mnie dialektu alzackiego.

Strasbourg

Strasbourg
Po powroocie do Luksemburga mieliśmy 4 dni na odpoczynek, a potem wybraliśmy się na krótkie wakacje do Niemiec, a dokładnie do Bernkastel-Kues, gdzie spędzaliśmy czas w pięknym domu, a także w historycznym centrum miasteczka. Zapomniałam dodać, że wino tam produkują. Dużo znaczy się wina. A co za tym idzie, główny krajobraz to winnice. Mieliśmy świetny widok z okien na wzgórza porośnięte winoroślami. 

Bernkastel i wzgórza z winnicami

Mozela i winnice


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz