Matyska. Tym Matyskiem jest w tym przypadku moj kochany laptop. Czarny ekran i tyle co mi z laptopa zostalo. Z gory przepraszam za brak polskich znakow, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie mam polskiej klawiatury! Obecnie korzystam z komputera udostepnionego mi przez moja host rodzine, a ktory znajduje sie w moim pokoju. Takze jak na razie jest luz.
A teraz przejde do streszczenia wydarzen z poprzednich kilku dni, albo tygodnia. Jak wiadomo z poprzedniej notki, zaczelam chodzic na kurs francuskiego. Na poziomie B1.2. Bylam juz na dwoch zajeciach w przeciagu tygodnia. I caly czas jestem zszokowana. Zszokowana moja nikla znajomoscia francuskiego i zszokowana tym, ze wszyscy na zajeciach mowia po francusku! Nie powinno mnie to dziwic, w koncu to poziom B1.2. Jak na razie, to siedze sobie cicho jak myszka i slucham co inni maja do powiedzenia. Rozumiem co mowia, to juz jest cos! Rozpietosc wiekowa w grupie jest naprawde ogromna: zaczynajac od ok. 20 lat, konczac na ok. 50. Siedze obok dziewczyny, ktora jest w moim wieku i prawdopodobnie jest Niemka. Co lepsze, rozmawiam z nia tylko po francusku, nie mam pojecia czy mowi po angielsku. Zreszta nie chce sobie ulatwiac zadania. Wracamy zawsze razem na dworzec, wiec troche nam sie udalo porozmawiac, chociaz nie byly to glebokie rozmowy o filozofii, o nie! Na to przyjdzie jeszcze pora!
Bylam na tym calym szkoleniu dla nauczycieli razem z K. I musze przyznac, ze bylo fajnie. Szkolenie prowadzila Amerykanka, ktora ma dlugoletnie doswiadczenie w prowadzeniu lekcji jezyka angielskiego. Poznalam wiele ciekawych gier i zabaw, ktore moge potem wykorzystac jesli kiedykolwiek zostane nauczycielem angielskiego.
Razem z S., wloska au pair, wybralam sie na Noc Muzeow, organizowana przez miasto Luksemburg. Za jedyne 8 euro, bo tyle kosztowal bilet, mialam wstep do wszystkich muzeow w miescie. Cala akcja trwala od 18 do 1 w nocy. Pomiedzy muzeami kursowaly darmowe autobusy, mialam nawet okazje przejechac sie czerwonym londynskim double deckerem! Zeby kazdy mogl trafic do poszczegolnych muzeow, na chodnikach zostaly wyrysowane wapnem slady. Widzialam ludzi, ktorzy sie tym zajmowali. Pomykali sobie po miescie z taczkami pelnymi wapna i znaczyli slady od jednego muzeum do nastepnego. Na poczatku myslalam, ze maluja biale znaki na ulicach od nowa, ale kiedy zobaczylam, ze nie zawsze te linie sa idealnie proste, zrozumialam o co chodzi. Ogolnie te linie wygladaly jakby malowal je ktos pod wplywem alkoholu :)
Dzisiaj wybieram sie na wycieczke do Schengen. Bedziemy zwiedzac muzeum europejskie, a potem... festiwal wina! Takze w nastepnej notce na pewno napisze o moich wrazeniach z tej wycieczki!
Odbior!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz