Pora na kolejną dawkę moich przygód. Piszę dopiero teraz, bo naprawdę ostatnio nie miałam ani czasu ani weny do napisania czegokolwiek. Od ostatniej notki, którą tu popełniłam, minęło trochę czasu. I w tym czasie udało mi się dwa razy zaliczyć Londyn.
Za pierwszym razem leciałam dzień po moich urodzinach, razem z małą Zośką do jej dziadka. Z racji tego, że wyjazd był okołourodzinowy, dostałam bilety w prezencie od mojej host rodziny. Fajnie, nie? Ogólnie to wyjazd ten uważam za wyjątkowo udany, chociaż nie obyło się bez różnych dziwnych sytuacji, na które działam jak magnes.
Sytuacja nr 1
Po pierwsze, lecąc z młodą do Londynu, miałam pozwolenie od matki razem kserokopią jej paszportu. Dodatkowo matka wypełniła jakiś druczek na lotnisku w Luksemburgu. Na stanowisku gdzie robiłyśmy check-in, miły pan oglądnął pozwolenie, wziął wypełniony druczek razem z pozwoleniem i powiedział, że wszystko jest w porządku i możemy iść dalej. Ale pozwolenia już nie oddał, a ja sierota, nie zczaiłam, że będzie mi jeszcze potrzebne w Londynie. Tak więc będąc w stanie błogiej nieświadomości, wylądowałyśmy w Londynie, a tu się okazuje, że musimy jeszcze przez kontrolę paszportową przejść. Podaję urzędnikowi mój dowód osobisty oraz paszport młodej (brytyjski oczywiście). I oto jak mniej więcej przebiega moja rozmowa z panem urzędnikiem:
U: Czy to Twoje dziecko?
B: Eee nie, nie moje.
W tym momencie urzędnik robi wielkie oczy i pyta:
U: To kim Ty dla niej jesteś?
U: To kim Ty dla niej jesteś?
B: Jestem nianią.
U: Gdzie masz pozwolenie od rodziców?
B: No pozwolenia nie mam, bo zabrali mi na lotnisku w Luksemburgu i powiedzieli, że wszystko jest w porządku i że mogę iść dalej.
U: No ale musisz mieć pozwolenie od rodziców, inaczej was nie wpuścimy.
I ja tutaj dalej tłumaczę, że sorry ale nie mam tego pozwolenia. Mój angielski z tego całego stresu wypadł bardzo słabo, chociaż nigdy nie mam problemu z wysłowieniem się.
U: A numer telefonu do rodziców masz?
No to podaję numer telefonu, a nawet dwa, obydwa do matki. I pan urzędnik dzwoni, na jeden, potem na drugi, żaden nie odpowiada. Ja myślę sobie w tym momencie 'no to jestem w czarnej d***e'.
U: A w jakim celu tu przyleciałyście?
B: Do dziadka młodej.
U: Czeka na was na lotnisku?
B: No miał czekać, pewnie już tu jest i się martwi.
U: No to podaj numer do niego.
I w tym momencie mała dygresja. Numer telefonu do dziadka dostałam od matki zaraz przed odwiezeniem nas na lotnisko, czyli szczęście w nieszczęściu!
Urzędnik dzwoni do dziadka, dziadek odebrał telefon (huraaa!). Pyta się dziadka o imię i nazwisko, czy czeka na kogoś na lotnisku, jak tak to na kogo. A potem mała pogadanka o tym, że następnym razem koniecznie musimy mieć pozwolenie od rodziców. I na tym się skończyło, puścił nas dalej, gdzie czekał na nas już dziadek.
Sytuacja nr 2
Siedzę sobie przy jednej z fontann na Trafalgar Square, zadowolona po zakupach, czekam sobie na znajomych. Siedzę akurat w takim miejscu, gdzie obok mnie nie ma nikogo po żadnej ze stron. Nagle obsiada mnie chmara uczniów, prawdopodobnie licealistów lub gimnazjalistów sądząc po strzelaniu sobie grupowych selfie. Także siedzę sobie dokładnie w środku grupy wycieczkowej z Polski. Z moją torbą z Primarka obok, z telefonem w ręku być może wyglądam jak taka licealistka (ho ho, wiem, słodzę sobie w tym momencie). I nagle podchodzi do mnie jeden z opiekunów i po polsku wypala do mnie: 'Gdzie byłaś? Co kupiłaś?' Na mojej twarzy maluje się szok i niedowierzanie, już otwieram usta, żeby powiedzieć coś po polsku, ale opiekun nagle zdaje sobie sprawę ze swojego błędu i zaczyna przepraszać mnie po angielsku, że myślał że jestem z jego grupy. W końcu nie mówię nic do niego po polsku, tylko angielskie 'It's ok'.
Sytucja nr 3
Z racji tego, że dzień przed naszym przylotem były moje urodziny, dziadek upiekł dla mnie tort! I dostałam prezenty! I zaśpiewali mi 'Happy Birthday'! Nie mogę do tej pory wyjść z podziwu dlaczego ludzie są tacy mili dla mnie. To chyba były moje najlepsze urodziny w życiu, no bo w końcu 25 lat obchodzi się tylko raz, no nie? Dziadek chyba mnie lubi, bo zabrał mnie i młodą na wycieczkę po Londynie, bo się przejął bardzo rolą przewodnika. To nic, że ja wolałam odkrywać Londyn po swojemu, we własnym tempie, głupio było odmówić.
W następnej notce napiszę bardziej pod kątem turystycznym, co widziałam i co robiłam w Londynie, w trakcie moich dwóch wizyt, a każda z nich była inna!
Hej, miałabyś dla mnie chwilę czasu? Właśnie zastanawiam się nad wyjazdem do Luksemburga jako au pair, no i wiadomo, że ma trochę obaw. :)
OdpowiedzUsuńHej, pewnie że mam czas. Co dokładnie chciałabyś wiedzieć?
Usuń