Znowu mnie wywiało. Tym razem w cieplejsze rejony Europy. Odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o tym, żeby odwiedzić Barcelonę, i w końcu udało mi się to marzenie spełnić.
Moje stopy postawiłam na hiszpańskiej ziemi w poniedziałek, 25 maja o 11 rano. Miałam za sobą w tym momencie 3-godzinną podróż autobusem na lotnisko Charleroi, 2 godziny czekania na lotnisku, a potem 1,5 godziny lotu. Prawie 7 godzin w podróży, ale cóż, opłacało się! Muszę w tym momencie trochę ponarzekać, bo w trakcie lotu tak mi zatkało uszy, że ledwie słyszałam co mówię i co mówi do mnie pani z informacji turystycznej, kiedy poszłam tam, żeby dostać mapę Barcelony i metra. Chciałam jeszcze kupić bilet T10, bo taki najbardziej się opłaca, ale dowiedziałam się, że muszę iść na stację kolejową i kupić go w automacie. Droga z terminalu T2 na stację zajęła mi jakieś 10 minut, musiałam przejść przez taką długą kładkę przewieszoną nad ulicą, i w końcu byłam na stacji! Kupiłam bilet, z małą pomocą pewnego starszego Hiszpana, bo ja jako wiecznie nieogarnięta sierota, nie ogarniałam, gdzie tu włożyć banknoty. Pan mi pokazał gdzie, a ja powiedziałam: Gracias!
 |
| Lądujemy! |
Dotarcie do centrum zajęło mi jakieś 40 minut chyba, już nie pamiętam zresztą. Zostawiłam mój bagaż w przechowalni bagażu, bo mogłam się zameldować dopiero około 18, a nie chciałam włóczyć się po mieście z moim bagażem, który jak na bagaż podręczny, trochę ważył. Następnie poszłam spotkać się z dziewczyną poznaną przez Couchsurfing, też au pair jak ja. Miałyśmy iść na tzw. free walking tour po starym mieście, organizowany przez (chyba) organizację studencką. W każdym bądź razie, idea tego jest taka, że wycieczka jest darmowa, a pod koniec, jesli Ci się podobało, dajesz tyle kasy ile uważasz za stosowne. Nasza grupa trafiła na świetną przewodniczkę, która opowiadała wszystko z humorem, a i wiedziała mnóstwo ciekawostek na temat Barcelony. Zobaczyłam dzielnicę gotycką oraz żydowską, widziałam najbrzydszy budynek w Barcelonie, dowiedziałam się o dziwnych zwyczajach w Katalonii. Wycieczkę uważam za wyjątkowo udaną - kiedy przyjechałam do Barcelony, nie miałam pojęcia o jej historii, a na tej wycieczce wiedzę miałam podaną w przystępnej i interesującej formie. W trakcie 20-minutowej przerwy, razem z moją nową koleżanką ze Słowenii, wypiłam moją pierwszą sangrię, i pełne energii mogłyśmy zwiedzać dalej.
 |
| Sangria |
Wieczorem spotkałyśmy się z jeszcze jedną au pair, tym razem z Włoch, i wszystkie trzy pojechałyśmy pod Sagrada Familia. Nie wiem, czy to tylko ja odniosłam takie wrażenie, ale ten kościół jest bardziej imponujący na pocztówkach.
W rzeczywistości świątynia otoczona jest żurawiami, ponieważ jest cały czas budowana. Podobno mają ją skończyć w 2026 roku. Widać różnicę między elementami wzniesionymi jeszcze za czasów Gaudiego, a tymi wzniesionymi współcześnie. Wieże sprawiają takie trochę cukierkowe wrażenie, bo na ich czubkach są tego typu ozdoby. Przepraszam za jakość tych paru zdjęć, ale niestety w tym czasie miałam ze sobą tylko telefon, bo aparat zostawiłam w pokoju. Zdjęcia lepszej jakości w dalszej części notki!
 |
| Sagrada Familia |
Drugiego dnia ponownie spotkałam się z moimi nowymi koleżankami au pairkami, i poszłyśmy na spacer na La Rambla. Znalazłyśmy słynny targ La Boqueria, na którym można było dostać oczopląsu od tylu kolorów i mnóstwa jedzenia! Zresztą zobaczcie sami:
 |
| Raj dla podniebienia! |
 |
| Tyle pyszności! |
Będąc na tym targu, skorzystałyśmy z rady naszej przewodniczki z dnia poprzedniego i kupiłyśmy sobie po jednym smoothie. I tutaj ta rada brzmiała mniej więcej w ten sposób: nie kupujcie smoothies zaraz na samym początku targu, bo kosztują 2 euro, tylko idźcie trochę w głąb targu, a znajdziecie to samo za 1 euro! Sprawdzone info!
Zanim spotkałam się z koleżankami, poszłam spotkać się z jednym couchsurferem, który ma swój salon fryzjerski. Oczywiście wyszłam stamtąd z nową fryzurą, czego absolutnie wcześniej nie planowałam!
Trzeci dzień, z racji tego, że jedna z moich kompanek wyjechała, a druga pracowała, poświęciłam na włóczenie się po uliczkach Barcelony.
 |
| Ten budynek z literką W to hotel, który kosztował 260 milionów dolarów! |
Uwaga, uwaga! Ciekawostka: Przed Igrzyskami Olimpijskimi w 1992 roku, Barcelona nie miała ładnych plaż i miała wysoki odsetek przestępczości. Ojciec mojej przewodniczki był tutaj w latach 70-tych i został dźgnięty nożem na La Rambla! W każdym bądź razie, na Igrzyska Olimpijskie Barcelona uporała się z przestępcami. Co więcej, została wsparta przez inne kraje w przgotowaniach do Olimpiady. W ten sposób palmy, które rosną na nabrzeżu zostały przywiezione z Florydy, a piasek, który obecnie tworzy piękne plaże został przetransportowany z Egiptu!
 |
| W tle wzgórze Montjuic |
 |
| Najbrzydszy budynek w Barcelonie! |
 |
| Casa Batllo |
 |
| Fonatnna niedaleko Plaza Espanya |
 |
| Mieszkałam w tej okolicy, w jednej z bocznych uliczek z prawej strony ;) |
Wydaje mi się, że 3 dni to zdecydowanie za mało czasu na zwiedzenie tego miasta i na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz